Pan Hord

Gabinet wciąż pachniał nowością. Każdego dnia kiedy otwierał drzwi kancelarii czuł właśnie to, nie zapach kawy, która już na niego czekała i nie zapach perfum, których Nadia nigdy sobie nie żałowała. Czuł zapach spełniających się marzeń. W gabinecie czekał na niego skórzany fotel, na którym jeszcze nie było żadnych śladów zagnieceń, a które miały się pojawić na przestrzeni kilku, kilkunastu lat, jakie Bruno miał w nim spędzić wspinając się po szczeblach kariery. Niewydeptany dywan, który miał przyjąć na siebie dziesiątki, setki ludzi i ich problemy. Wszystko było nowe. Zaczynało się też nowe życie Bruna. Czuł ekscytację, co by nie powiedzieć, poświęcił ostatnich kilka lat żeby znaleźć się w tym miejscu. Zaczynał wierzyć, że właśnie spełniają się jego marzenia.

Pan Hord, o którym przed chwilą wspomniała Nadia, pierwszy klient. Tak jak wszystko, co w życiu pierwsze, został przez Bruna szczególnie zapamiętany. Potem były setki kolejnych, jedni bardziej zlali się w bezkształtną przeszłość inni trochę bardziej wysunęli się przed szereg, ale sprawa pana Horda, która nie była ani trudna, ani ciekawa, nie wiedzieć czemu na wiele lat zaszyła się w pamięci Bruna z taką szczegółowością, jakby miała miejsce zaledwie kilka dni temu. Zadziwiające jest jak niewielki wpływ ma człowiek na to co jego mózg uznaje za istotne. Dla pana Horda fakt, iż był pierwszym klientem nie byłby pewnie wcale zaszczytny, toteż nikt go o tym nie poinformował. Przeciwnie, Bruno i Nadia po kilku dniach wspólnych przygotowań starali się wykazać profesjonalizmem i kłamanym doświadczeniem.

O godzinie dziesiątej dziesięć, czyli po dziesięciu minutach sztywnego wyczekiwania w tym nowym fotelu i wystukiwania długopisem jednostajnego rytmu o blat nowego, jak wszystko inne, biurka, Bruno gwałtownie poderwał się do góry i mniej więcej w tym samym tempie wyłonił się z gabinetu, stanął dwa kroki przed biurkiem Nadii i w tym samym momencie oboje spojrzeli na zegar zawieszony tuż nad drzwiami wejściowymi. Wskazywał dziesiątą dwanaście. Chwilę patrzyli na niemalże nieruchome wskazówki, zastanawiając się czy te dwanaście minut może oznaczać, że pan Hord wcale nie będzie pierwszym klientem. Oboje mieli w głowie szybką projekcję tego, że rozmyślił się być może tuż pod drzwiami, bo przecież Bruno póki co był nikim w tym mieście, bo nie miał żadnych sukcesów na koncie, bo może Hord dowiedział się, że będzie pierwszy, a w takich przypadkach nikt nie chce być pierwszy. Oboje byli pewni, że myślą dokładnie o tym samym. Żadne jednak nie powiedziało tego na głos. Są takie myśli dla których nie ma dobrych słów. Nadia uśmiechnęła się tylko niewyraźnie.

- Oni zawsze spóźniają się piętnaście minut – nie wiedzieć czemu szeptała, jakby Hord miał stać tuż pod drzwiami i podsłuchiwać – do tego w poniedziałek rano.. korki na mieście.. – oboje pokiwali potakująco głowami, chyba głównie po to, żeby przekonać samych siebie.

- To wracam do gabinetu – wskazał na drzwi jakby Nadia nie wiedziała gdzie jest gabinet i jakby sam nie wiedział co ze sobą zrobić, czekanie dłużyło mu się niemiłosiernie. Generowało skojarzenia, które niekoniecznie były pożądane. Na pewno podnosiły poziom stresu, który zdecydowanie był już na wystarczającym poziomie.

- Ok – znów szepnęła wykonując zwielokrotniony i przyspieszony potakujący ruch głowy.

Zamknął za sobą drzwi, zatrzymał się, chwilę zastanowił i otworzył je ponownie. Wychylił głowę i też nie wiedzieć czemu szeptem powiedział:

- zostawię uchylone – chciał słyszeć moment, w którym Hord przekroczy próg kancelarii. Po to, żeby w błyskawicznym tempie przyjąć stan gotowości.

Nadia znów, tak jak przed chwilą, powtórzyła zintensyfikowany potakujący ruch głowy. Dodała do niego uśmiech, taki jak zwykle przyjmuje człowiek, nie kiedy jest rozbawiony, a kiedy po prostu wypada unieść policzki do góry. Uchylił drzwi najpierw na szerokość swojej dłoni, później trochę zwiększył tę lukę. Kiedy wydała mu się optymalna, zostawił drzwi w spokoju. Podszedł do biurka i patrzył na nie badawczym wzrokiem. Zamknął niedbale rzucony notes i przesunął go w prawy, górny róg biurka. Niebieską teczkę ułożył tuż obok niego. Odsunął się kilka kroków, żeby zbadać jak biurko i cały gabinet wyglądają z perspektywy osoby, która wchodzi. Zbytni porządek i blask blatu biurka raziły go w oczy. Podszedł do komody, wyjął cztery teczki, położył je na biurku, notes wrócił do poprzedniej pozycji, otworzył go na pierwszej lepszej stronie. Jeszcze raz cofnął się w stronę drzwi.

- Tak lepiej – powiedział do siebie. Chciał, żeby wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Brak doświadczenia i idący za tym faktem brak wiary w siebie chciał nadrobić w każdy możliwy sposób. Nawet porozrzucane na biurku teczki dodawały mu pewności siebie. Usiadł na fotelu, ręce oparł o blat, dłonie splótł ze sobą tak że kciuki stykały się i rozłączały. W tej pozycji wytrzymał jakieś trzy minuty. Wydawało mu się, że klient spóźnia się nie dwadzieścia minut a całą wieczność. Nigdy później nie zdarzyło mu się wyczekiwać na spotkanie z taką intensywnością. Rozplótł ręce, zastanawiając się jaka pozycja wyda się najbardziej profesjonalna, mimowolnie zacisnął pięści. Nogę założył na nogę, maksymalnie wychylił się do tyłu, jedną rękę oparł na fotelu.

- Nie – znów powiedział do siebie. Miał wrażenie, że wygląda jak jakiś cwaniak, czyli zupełnie inaczej niż chciał wyglądać. Zmęczony swoim zachowaniem wstał. Z boku, patrząc na fotel, próbował wyobrazić sobie jaka pozycja będzie najbardziej odpowiednia.

Zaczął się śmiać – jestem wariatem.

- Słucham? – padło zza jego pleców. Niestety nim się odwrócił, był pewien, że ten niski głos, to na pewno nie jest głos Nadii. Miał nadzieję, że śmiech przytłumił tę idiotyczną i mało profesjonalną uwagę na własny temat.

- Dzień dobry – szybko spoważniał, podszedł do, miał nadzieję, przyszłego klienta i przedstawił się, pierwszy raz w takiej roli – Bruno Lozz – Witam serdecznie – starał się zagłuszyć swoją wpadkę.

- Witam yyy.. były korki na mieście. Ludzie się spieszą jak wariaci do roboty, yyy.. poniedziałek hehe.. – dopiero teraz Bruno zwrócił uwagę na to kogo ma przed sobą. Mężczyzna mógł mieć co najwyżej sto sześćdziesiąt kilka centymetrów wzrostu. Zakamuflowana łysina wysuwała się na pierwszy plan razem z brzuchem, który w oczach narzeczonej Bruna był oznaką największego zaniedbania jakiego może dopuścić się mężczyzna. Te niedostatki ów człowiek próbował prawdopodobnie zatuszować długą, postrzępioną brodą i ubraniami nie pierwszej świeżości. Nie wyglądał jak ludzie, których Bruno miał okazję ostatnio poznawać, przesiąkniętych w każdym milimetrze pieniędzmi. Zarówno jeśli chodziło o mentalność jak i o wygląd. Człowiek ten wyglądał zupełnie zwyczajnie. Za zwyczajnie jak na zaczynającą się karierę Bruna. Profesjonalizm, który chciał ulokować w każdym centymetrze kwadratowym kancelarii momentalnie wydał mu się niepotrzebnym luksusem. Zza pleców mężczyzny wystawała rozbawiona głowa Nadii. Miała tę przewagę nad Brunem, że Hord nie widział jej twarzy, mogła pozwolić sobie na szczerą reakcję. Jej ten napompowany profesjonalizm nie dotyczył. Bruno mimo wszystko musiał trzymać fason. 

- Zapraszam – wskazał fotel, na którym pierwszy raz miał usiąść klient. Pierwszy klient.

- Kawa, herbata? – Nadia spoważniała.

- Yyy.. może jedno i drugie.. Nic dziś jeszcze w ustach nie miałem.. hehe – spojrzenia jakie wymienili między sobą Bruno i Nadia mówiły wszystko.

- Oczywiście – lekko się ukłoniła, tak jak wypadało i robiąc krok wstecz wycofała się z gabinetu.

- W czym mogę panu pomóc?  

- A może pan, może - zrobił pauzę i wypalił wprost – żona mnie zdradza – znowu zrobił pauzę – żona chce rozwodu – kolejna pauza – żona chce mi zabrać całą kasę – pauza – No.. – zabrzmiało jak telegram – no i przyszedłem do pana, żeby pan ją usadził – prawie krzyknął. Bruno patrzył na niego z największą powagą jaką był w stanie z siebie wykrzesać, a w środku wszelkimi możliwymi sposobami powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Był pewien, że jak tylko jego jeden policzek powędruje do góry, gromkiego śmiechu nic nie powstrzyma. Nie mógł do tego dopuścić. Kim ten mężczyzna by nie był i czego by nie chciał, Bruno musiał pełnić przypisaną sobie rolę.

- Zrobię wszystko co w mojej mocy – spotęgował powagę, co miało stłamsić zapędy jego prawego policzka do zbyt wydatnego uniesienia się do góry. Jego wyraz twarzy i ton głosu tworzyły wręcz grobową, na pewno nadto poważną atmosferę, co w sumie mogło zahaczać o profesjonalizm, jaki chciał narzucić swojej pracy już od samego początku. Od pierwszego klienta, który na zawsze miał nim zostać, z całym dobrodziejstwem jakie ta sprawa niosła.

- No.. Kampari mi mówiła, że pan jest dobry. No.. – mężczyzna potakująco pokiwał głową. Po dziś dzień Bruno pamięta sposób w jaki to zdanie zostało powiedziane, te dwa przeciągnięte „no..”, które były początkiem i końcem tej prostej myśli.

- Czy ma pan.. – do gabinetu weszła Nadia i razem z nią pojawiła się kawa, herbata i butelka niegazowej wody, która miała mężczyźnie zrekompensować, to, że jak sam wspomniał, od rana nie miał nic w ustach – dowody na to, że żona pana zdradza?

- Wie pan co? – zabrzmiało tak, że nie wiadomo czego można było spodziewać się po takim wstępie. Nadia stawiała napoje bardzo powoli, koniecznie chciała na żywo usłyszeć tę relację – chciałbym tych dowodów mieć mniej.

Mężczyzna miał szczerze smutne oczy, dopiero teraz Bruno to dostrzegł – przez pierwsze pół roku się kryła. A ja ją kochałem i jak głupi w to wierzyłem – wzrok wlepił w wypolerowany blat biurka – a później – machnął ręką, ale wzrok cały czas miał nieruchomy – nagrania, rozmowy telefoniczne, wszyscy dookoła widzieli.. i tak pięć lat minęło.. wyłysiałem, roztyłem się

 Można powiedzieć, że spotkanie zakończyło się sukcesem. Nie odnotowali żadnej rzucającej się w oczy wpadki. Klient wydawał się zadowolony i po zakończeniu spotkania pełen nadziei na pomyślny przebieg rozprawy sądowej. W tym przekonaniu utwierdził go Bruno. Całkiem słusznie zresztą, bo sprawa wydawała się oczywista i pewna do wygrania.

Spotkanie z Hordem było dla Bruna przypieczętowaniem otwarcia nowego rozdziału, pierwszą namacalną materializacją jego marzeń. I jak to w życiu bywa, najczęściej, kiedy coś dzieje się pierwszy raz, presja słowa „pierwszy” w połączeniu z idealistycznymi oczekiwaniami przynoszą skutek inny, jeśli nie odwrotny od oczekiwanego. Mimo, że później przychodzi drugi, piąty i dwunasty raz, to wszystkie one są powieleniem, tego co działo się po raz pierwszy. Im wyżej człowiek mierzy, tym dotkliwiej odczuwa zderzenie słowa „pierwszy” z rzeczywistością. Życie, czy chcemy czy nie, składa się z wydarzeń stanowiących konsekwencję pierwszych razów, które można albo nawet należy traktować jedynie jako punkty na mapie, by wyraźniej podkreślić, że człowiek nie stoi w miejscu.

Po zaledwie półgodzinnym spotkaniu z pierwszym klientem, tyle ta inicjacja trwała, dłuższą chwilę siedział nieruchomo w fotelu, dając mu sposobność do wyrobienia pierwszych zagnieceń. Jego oczekiwania co do tej sprawy były bardzo, bardzo wysokie. Teraz musiał uporać się z własną naiwnością i przetrawić konfrontację tego jak miało być z tym jak było. Siedząc w tym fotelu przeżywał upadek z piedestału własnych oczekiwań. Przyziemność, oczywistość, banalność, brak wyrazistości. Takie słowa przelatywały przez jego głowę. Zupełnie inne niż jeszcze pół godziny temu. Nie było w nim dystansu, ani odrobiny, mimo, że w swoim życiu spotkał dwóch świetnych nauczycieli tej sztuki, takie lekcje trzeba odrobić samemu.

Emocje, adrenalina.., zamiast kropki teraz mógł tu postawić znak zapytania. Przecież zawód, który wybrał miał być nierozerwalnie związany z tą formą doznań. Pierwszy, fizyczny kontakt z tą profesją pokazał jednak coś innego. Jego ego, ambicje zamiast próbować wskrzesić choćby cień tego dystansu, czuły się oszukane i bez żadnych korzyści dla siebie, skupiały się tylko na tym.

Nie przyszło mu do głowy, że czasami to nie to sprawy innych, ale własne życie dostarcza najwięcej adrenaliny. Spotkanie z Hordem było tak naprawdę błahą sprawą. Z perspektywy przyszłości będzie to tylko jeden z wielu klientów, za jakiś czas może nawet zapomni jego nazwisko, może będzie śmiał się na wspomnienie tej sytuacji, ale na tamtą chwilę musiał przełknąć gulę, która stanęła mu w gardle. Łudził się, że im szybciej upora się z nietrafionymi wyobrażeniami, tym łatwiej odnajdzie się w otaczającej rzeczywistości. Wtedy jeszcze wciąż wierzył, że to co się działo to marzenia, o które trzeba zabiegać.

Upór i konsekwencja, tak jak skutecznie prowadzą na wyżyny, tak mogą zagonić w ślepy zaułek. Niewątpliwie Bruno wypełniony był tymi przymiotami od stóp po czubek głowy. W którą stronę go pchały? Tego jeszcze nie wiedział. Nigdy nie zadał sobie takiego pytania, a może od tego powinien zacząć. Nie od Horda i emocji jakie to spotkanie w nim wywołało, może powinien zacząć od emocji, które rodziły się w nim samoistnie, nie budowane zewnętrznymi bodźcami. Na to wszystko był chyba jeszcze za młody, za mało doświadczony, za bardzo jeszcze wierzył w zrodzoną w głowie iluzję. Na wszystko w życiu przychodzi odpowiednia pora. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga