Pan Hord
Pan Hord, o którym przed chwilą wspomniała Nadia, pierwszy
klient. Tak jak wszystko, co w życiu pierwsze, został przez Bruna szczególnie
zapamiętany. Potem były setki kolejnych, jedni bardziej zlali się w
bezkształtną przeszłość inni trochę bardziej wysunęli się przed szereg, ale
sprawa pana Horda, która nie była ani trudna, ani ciekawa, nie wiedzieć czemu na
wiele lat zaszyła się w pamięci Bruna z taką szczegółowością, jakby miała
miejsce zaledwie kilka dni temu. Zadziwiające jest jak niewielki wpływ ma
człowiek na to co jego mózg uznaje za istotne. Dla pana Horda fakt, iż był
pierwszym klientem nie byłby pewnie wcale zaszczytny, toteż nikt go o tym nie
poinformował. Przeciwnie, Bruno i Nadia po kilku dniach wspólnych przygotowań
starali się wykazać profesjonalizmem i kłamanym doświadczeniem.
O godzinie dziesiątej dziesięć, czyli po dziesięciu minutach
sztywnego wyczekiwania w tym nowym fotelu i wystukiwania długopisem
jednostajnego rytmu o blat nowego, jak wszystko inne, biurka, Bruno gwałtownie
poderwał się do góry i mniej więcej w tym samym tempie wyłonił się z gabinetu,
stanął dwa kroki przed biurkiem Nadii i w tym samym momencie oboje spojrzeli na
zegar zawieszony tuż nad drzwiami wejściowymi. Wskazywał dziesiątą dwanaście.
Chwilę patrzyli na niemalże nieruchome wskazówki, zastanawiając się czy te
dwanaście minut może oznaczać, że pan Hord wcale nie będzie pierwszym klientem.
Oboje mieli w głowie szybką projekcję tego, że rozmyślił się być może tuż pod
drzwiami, bo przecież Bruno póki co był nikim w tym mieście, bo nie miał
żadnych sukcesów na koncie, bo może Hord dowiedział się, że będzie pierwszy, a
w takich przypadkach nikt nie chce być pierwszy. Oboje byli pewni, że myślą
dokładnie o tym samym. Żadne jednak nie powiedziało tego na głos. Są takie
myśli dla których nie ma dobrych słów. Nadia uśmiechnęła się tylko niewyraźnie.
- Oni zawsze spóźniają się piętnaście minut – nie wiedzieć
czemu szeptała, jakby Hord miał stać tuż pod drzwiami i podsłuchiwać – do tego
w poniedziałek rano.. korki na mieście.. – oboje pokiwali potakująco głowami,
chyba głównie po to, żeby przekonać samych siebie.
- To wracam do gabinetu – wskazał na drzwi jakby Nadia nie
wiedziała gdzie jest gabinet i jakby sam nie wiedział co ze sobą zrobić,
czekanie dłużyło mu się niemiłosiernie. Generowało skojarzenia, które
niekoniecznie były pożądane. Na pewno podnosiły poziom stresu, który
zdecydowanie był już na wystarczającym poziomie.
- Ok – znów szepnęła wykonując zwielokrotniony i
przyspieszony potakujący ruch głowy.
Zamknął za sobą drzwi, zatrzymał się, chwilę zastanowił i
otworzył je ponownie. Wychylił głowę i też nie wiedzieć czemu szeptem
powiedział:
- zostawię uchylone – chciał słyszeć moment, w którym Hord
przekroczy próg kancelarii. Po to, żeby w błyskawicznym tempie przyjąć stan
gotowości.
Nadia znów, tak jak przed chwilą, powtórzyła zintensyfikowany potakujący ruch głowy. Dodała do niego uśmiech, taki jak zwykle przyjmuje człowiek, nie kiedy jest rozbawiony, a kiedy po prostu wypada unieść policzki do góry. Uchylił drzwi najpierw na szerokość swojej dłoni, później trochę zwiększył tę lukę. Kiedy wydała mu się optymalna, zostawił drzwi w spokoju. Podszedł do biurka i patrzył na nie badawczym wzrokiem. Zamknął niedbale rzucony notes i przesunął go w prawy, górny róg biurka. Niebieską teczkę ułożył tuż obok niego. Odsunął się kilka kroków, żeby zbadać jak biurko i cały gabinet wyglądają z perspektywy osoby, która wchodzi. Zbytni porządek i blask blatu biurka raziły go w oczy. Podszedł do komody, wyjął cztery teczki, położył je na biurku, notes wrócił do poprzedniej pozycji, otworzył go na pierwszej lepszej stronie. Jeszcze raz cofnął się w stronę drzwi.
- Nie – znów powiedział do siebie. Miał wrażenie, że wygląda
jak jakiś cwaniak, czyli zupełnie inaczej niż chciał wyglądać. Zmęczony swoim
zachowaniem wstał. Z boku, patrząc na fotel, próbował wyobrazić sobie jaka
pozycja będzie najbardziej odpowiednia.
Zaczął się śmiać – jestem wariatem.
- Słucham? – padło zza jego pleców. Niestety nim się
odwrócił, był pewien, że ten niski głos, to na pewno nie jest głos Nadii. Miał
nadzieję, że śmiech przytłumił tę idiotyczną i mało profesjonalną uwagę na
własny temat.
- Dzień dobry – szybko spoważniał, podszedł do, miał
nadzieję, przyszłego klienta i przedstawił się, pierwszy raz w takiej roli –
Bruno Lozz – Witam serdecznie – starał się zagłuszyć swoją wpadkę.
- Witam yyy.. były korki na mieście. Ludzie się spieszą jak
wariaci do roboty, yyy.. poniedziałek hehe.. – dopiero teraz Bruno zwrócił uwagę
na to kogo ma przed sobą. Mężczyzna mógł mieć co najwyżej sto sześćdziesiąt kilka
centymetrów wzrostu. Zakamuflowana łysina wysuwała się na pierwszy plan razem z
brzuchem, który w oczach narzeczonej Bruna był oznaką największego zaniedbania jakiego może
dopuścić się mężczyzna. Te niedostatki ów człowiek próbował prawdopodobnie
zatuszować długą, postrzępioną brodą i ubraniami nie pierwszej świeżości. Nie
wyglądał jak ludzie, których Bruno miał okazję ostatnio poznawać,
przesiąkniętych w każdym milimetrze pieniędzmi. Zarówno jeśli chodziło o
mentalność jak i o wygląd. Człowiek ten wyglądał zupełnie zwyczajnie. Za
zwyczajnie jak na zaczynającą się karierę Bruna. Profesjonalizm, który chciał
ulokować w każdym centymetrze kwadratowym kancelarii momentalnie wydał mu się
niepotrzebnym luksusem. Zza pleców mężczyzny wystawała rozbawiona głowa Nadii.
Miała tę przewagę nad Brunem, że Hord nie widział jej twarzy, mogła pozwolić
sobie na szczerą reakcję. Jej ten napompowany profesjonalizm nie dotyczył. Bruno
mimo wszystko musiał trzymać fason.
- Zapraszam – wskazał fotel, na którym pierwszy raz miał
usiąść klient. Pierwszy klient.
- Kawa, herbata? – Nadia spoważniała.
- Yyy.. może jedno i drugie.. Nic dziś jeszcze w ustach nie
miałem.. hehe – spojrzenia jakie wymienili między sobą Bruno i Nadia mówiły
wszystko.
- Oczywiście – lekko się ukłoniła, tak jak wypadało i robiąc
krok wstecz wycofała się z gabinetu.
- W czym mogę panu pomóc?
- A może pan, może - zrobił pauzę i wypalił wprost – żona mnie zdradza – znowu zrobił pauzę – żona
chce rozwodu – kolejna pauza – żona chce mi zabrać całą kasę – pauza – No.. –
zabrzmiało jak telegram – no i przyszedłem do pana, żeby pan ją usadził – prawie krzyknął. Bruno patrzył na niego z największą powagą jaką był w stanie z siebie
wykrzesać, a w środku wszelkimi możliwymi sposobami powstrzymywał się, żeby nie
wybuchnąć śmiechem. Był pewien, że jak tylko jego jeden policzek powędruje do
góry, gromkiego śmiechu nic nie powstrzyma. Nie mógł do tego dopuścić. Kim ten
mężczyzna by nie był i czego by nie chciał, Bruno musiał pełnić przypisaną sobie rolę.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy – spotęgował powagę, co
miało stłamsić zapędy jego prawego policzka do zbyt wydatnego uniesienia się do
góry. Jego wyraz twarzy i ton głosu tworzyły wręcz grobową, na pewno nadto
poważną atmosferę, co w sumie mogło zahaczać o profesjonalizm, jaki chciał
narzucić swojej pracy już od samego początku. Od pierwszego klienta, który na
zawsze miał nim zostać, z całym dobrodziejstwem jakie ta sprawa niosła.
- No.. Kampari mi mówiła, że pan jest dobry. No.. – mężczyzna
potakująco pokiwał głową. Po dziś dzień Bruno pamięta sposób w jaki to zdanie zostało powiedziane, te dwa przeciągnięte „no..”, które były początkiem i końcem tej prostej
myśli.
- Czy ma pan.. – do gabinetu weszła Nadia i razem z nią
pojawiła się kawa, herbata i butelka niegazowej wody, która miała mężczyźnie
zrekompensować, to, że jak sam wspomniał, od rana nie miał nic w ustach –
dowody na to, że żona pana zdradza?
- Wie pan co? – zabrzmiało tak, że nie wiadomo czego można było spodziewać się po takim wstępie. Nadia stawiała napoje bardzo powoli, koniecznie chciała na żywo usłyszeć tę relację – chciałbym tych dowodów mieć mniej.
Mężczyzna miał szczerze smutne oczy, dopiero teraz Bruno to dostrzegł – przez pierwsze pół roku się kryła. A ja ją kochałem i jak głupi w to wierzyłem – wzrok wlepił w wypolerowany blat biurka – a później – machnął ręką, ale wzrok cały czas miał nieruchomy – nagrania, rozmowy telefoniczne, wszyscy dookoła widzieli.. i tak pięć lat minęło.. wyłysiałem, roztyłem się
Spotkanie z Hordem było dla Bruna przypieczętowaniem otwarcia
nowego rozdziału, pierwszą namacalną materializacją jego marzeń. I jak to w
życiu bywa, najczęściej, kiedy coś dzieje się pierwszy raz, presja słowa
„pierwszy” w połączeniu z idealistycznymi oczekiwaniami przynoszą skutek inny,
jeśli nie odwrotny od oczekiwanego. Mimo, że później przychodzi drugi, piąty i
dwunasty raz, to wszystkie one są powieleniem, tego co działo się po raz
pierwszy. Im wyżej człowiek mierzy, tym dotkliwiej odczuwa zderzenie słowa
„pierwszy” z rzeczywistością. Życie, czy chcemy czy nie, składa się z wydarzeń
stanowiących konsekwencję pierwszych razów, które można albo nawet należy
traktować jedynie jako punkty na mapie, by wyraźniej podkreślić, że człowiek nie
stoi w miejscu.
Po zaledwie półgodzinnym spotkaniu z pierwszym klientem, tyle ta
inicjacja trwała, dłuższą chwilę siedział nieruchomo w fotelu, dając mu
sposobność do wyrobienia pierwszych zagnieceń. Jego oczekiwania co do tej
sprawy były bardzo, bardzo wysokie. Teraz musiał uporać się z własną naiwnością
i przetrawić konfrontację tego jak miało być z tym jak było. Siedząc w tym
fotelu przeżywał upadek z piedestału własnych oczekiwań. Przyziemność, oczywistość,
banalność, brak wyrazistości. Takie słowa przelatywały przez jego głowę.
Zupełnie inne niż jeszcze pół godziny temu. Nie było w nim dystansu, ani
odrobiny, mimo, że w swoim życiu spotkał dwóch świetnych nauczycieli tej
sztuki, takie lekcje trzeba odrobić samemu.
Emocje, adrenalina.., zamiast kropki teraz mógł tu postawić znak
zapytania. Przecież zawód, który wybrał miał być nierozerwalnie związany z tą
formą doznań. Pierwszy, fizyczny kontakt z tą profesją pokazał jednak coś
innego. Jego ego, ambicje zamiast próbować wskrzesić choćby cień tego dystansu,
czuły się oszukane i bez żadnych korzyści dla siebie, skupiały się tylko na tym.
Nie przyszło mu do głowy, że czasami to nie to sprawy innych, ale
własne życie dostarcza najwięcej adrenaliny. Spotkanie z Hordem było tak
naprawdę błahą sprawą. Z perspektywy przyszłości będzie to tylko jeden z wielu
klientów, za jakiś czas może nawet zapomni jego nazwisko, może będzie śmiał się
na wspomnienie tej sytuacji, ale na tamtą chwilę musiał przełknąć gulę, która
stanęła mu w gardle. Łudził się, że im szybciej upora się z nietrafionymi
wyobrażeniami, tym łatwiej odnajdzie się w otaczającej rzeczywistości. Wtedy
jeszcze wciąż wierzył, że to co się działo to marzenia, o które trzeba
zabiegać.
Upór i konsekwencja, tak jak skutecznie prowadzą na wyżyny, tak
mogą zagonić w ślepy zaułek. Niewątpliwie Bruno wypełniony był tymi przymiotami
od stóp po czubek głowy. W którą stronę go pchały? Tego jeszcze nie wiedział.
Nigdy nie zadał sobie takiego pytania, a może od tego powinien zacząć. Nie od
Horda i emocji jakie to spotkanie w nim wywołało, może powinien zacząć od
emocji, które rodziły się w nim samoistnie, nie budowane zewnętrznymi bodźcami.
Na to wszystko był chyba jeszcze za młody, za mało doświadczony, za bardzo
jeszcze wierzył w zrodzoną w głowie iluzję. Na wszystko w życiu przychodzi
odpowiednia pora.
Komentarze
Prześlij komentarz